Polska droga do staroluteranizmu

Co nas czyni staroluteranami? Ano, staroluteranami – myślę, że ta nazwa w środowisku polsko-luterańskim jest chyba najbardziej czytelna. Z pewnością czynników składających się na naszą tożsamość można by znaleźć wiele. I co więcej - „staroluteranizm” „staroluteranizmowi” nierówny. Wszelkie różnice i niejasność w poglądach biorą się (moim zdaniem) głównie z tego, iż ciężko znaleźć porządną literaturę staroluterańską w języku polskim. Chcąc budować swoją tożsamość mamy przede wszystkim Pismo Świętego, potem Księgi Symboliczne i kilka wartościowych książek – w większości wydanych przez Lutheran Heritage Foundation, czy też warto wspomnieć o pewnej książce, którą przy odrobinie szczęścia można wygrzebać z kątów różnych plebanii (przynajmniej ja mam takie doświadczenie) – a to „Wierzyć po ewangelicku” Bo Giertza. Kiedyś nieocenioną kopalnią wiedzy na temat staroluteranizmu był ks. Jan Gross, po którego śmierci nastąpiła pewna pustka, szczególnie wielka jeśli chodzi o osobowość i autorytet.

Czy w Polsce byli historyczni staroluteranie? Warto podkreślić, że choć historycznie staroluteranizm nie był wyznaniem etnicznie polskim – wyjątek stanowił Czarnylas w Wielkopolsce, natomiast istniało co najmniej kilku pastorów, którzy w burzliwych czasach XIX i początku XX wieku opowiedzieli się po stronie ortodoksji luterańskiej. Pierwszym z nich był znany  i ceniony zarówno w Kongresówce, jak i na Śląsku Cieszyńskim ks. Leopold Otto (1819-1882). Następna warta uwagi postać to łódzki pastor i uczeń ks. Otto - ks. Wilhelm Piotr Angerstein (1848-1928). Obie postacie – zasłużone dla sprawy budowania polskiego luteranizmu, pielęgnowały głęboko ortodoksyjne podejście do swego wyznania. Historycznie ciężko ich nazwać staroluteranami – bowiem Kościół Ewangelicko-Augsburski w Kongresówce poza okresem unii administracyjnej z Reformowanymi (1828-1849) pozostał Kościołem formalnie luterańskim. Jednak w szerokim rozumieniu tego słowa – tj. staroluteranizmu jako odrodzonej w XIX wieku ortodoksji luterańskiej można te dwie wspomniane postacie jak najbardziej uznać za ojców polskiego staroluteranizmu.

Po II Wojnie Światowej komuniści doprowadzili do połączenia wszystkich dotychczasowych Kościołów luterańskich i unijnych w jeden Kościół Ewangelicko-Augsburski w PRL. Tym samym KEA stał się dziedzicem tradycji małego, ale przychylnie doń nastawionego Kościoła Staroluterańskiego w Polsce. Owa tradycja najsilniej urzeczywistniła się w budynkach kościelnych, które to wybudowane przez starolutaran do dziś służą za kościoły parafialne w kilku zborach KE-A w RP – warto tu wymienić chociażby Gliwice, Leszno czy Zieloną Górę. Natomiast poza kościołami, nowy powojenny Kościół luterański nie przejął w żaden wyraźniejszy sposób teologicznego dziedzictwa staroluteranizmu. Jako trzy wyznaczniki na obronę tej tezy podaję – członkostwo w Światowej Federacji Luterańskiej (od 1947 roku), podpisanie dokumentu o wspólnocie ambony i Stołu Pańskiego z Kościołem Ewangelicko-Reformowanym (w roku 1970), czy też uczesnictwo w zawiązanej 3 lata później Konkordii Leunberskiej. Wobec takiej wizji Kościoła w naturalny sposób staroluteranizm mógł pozostać tylko na marginesie życia kościelnego.

Czy można mieć jednak o to pretensje, biorąc pod uwagę w jakiej sytuacji znalazł się Kościół luterański w Polsce po II Wojnie Światowej? Bądźmy realistami – ciężko byłoby znaleźć Kościół „staroluterański” działający na terenie bloku wschodniego – z naturalnym wyjątkiem w postaci NRD. Największe skupisko konfesyjnych luteran znajdowało się wtedy (podobnie jak dzisiaj) w USA – Kościół współpracujący z Amerykanami miałby z pewnością niezwykle ciężko. Krótki epizod amerykańskiego konfesyjnego luteranizmu trafił co prawda w międzywojniu na grunt żyjących w dawnej Kongresówce Niemców, ale ten epizon w naturalny sposób zakończył się wraz z II Wojną Światową. Kościół był więc skazany na taki, a nie inny kierunek – podobnie jak i inne Kościoły luterańskie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Komunizm nie okazał się jednak ustrojem wiecznym. Upadł a tym samym na wschód od żelaznej kurtyny zaczęło dochodzić do przeróżnych zmian. W krajach byłego ZSRR (z wyjątkiem państw bałtyckich i Kościoła Ingrii) zaczęły odradzać się Kościoły pozakładane w większości przez Niemców, tym samym niemieccy ewangelicy postanowili wspomóc odbudowę zniszczonego przez komunizm luteranizmu. W naturalny sposób Niemcy postanowili przenieść choć trochę swoją rzeczywistość kościelną na „nowe tereny”, co skutkowało sprzeciwem pewnych grup – zwłaszcza pietystycznych. W przypadku Rosji zaowocowało to pozostawieniem całej masy niezinstytucjonalizowanych małych zborów pietystyczno-luterańskich, zaś w przypadku Ukrainy doprowadziło do wyłonienia nowego Kościoła (który obrał współpracę z konfesyjnym Kościołem luterańskim w Kanadzie). Zupełnie inna sytuacja stała się na Białorusi, gdzie z początku zawiązał się Kościół stworzony na wzór „skandynawsko-konfesyjny” nie wytrzymał jednak próby czasu i według mojej wiedzy dziś istnieje w jakiejś pozostałej formie ściśle współpracując z luteranami na Litwie. Poza tym na Białorusi istnieje zbór w Grodnie utrzymujący kontakty z rosyjskim ELKRASem, który silnie współpracuje z luteranami w Niemczech.

Kraje nadbałtyckie – ale również rosyjska Ingria (czyli część Rosji zamieszkała przez ludność pochodzenia fińskiego) posiadały Kościoły oparte o schematy skandynawskie – a więc z urzędem biskupa, ze strojami liturgicznymi (to jednak dotyczyło głównie biskupów). W przypadku Litwy, Łotwy i Ingrii można właściwie mówić o wspólnym kierunku „skandynawsko-konfesyjnym”. Wiązało to się z zakończeniem ordynacji kobiet, episkopalnym systemie zarządzania Kościołem, z sukcesją apostolską urzędu biskupiego (co dla luteran jest właściwie adiaforą). Obranie takiego kursu wiązało się z zaciśnieniem współpracy z ILC (Światowa Rada Luterańska), w czym przeciwnicy dopatrują się przede wszystkim kryzysu finansowego i konieczności pozyskania pieniędzy. Prawdą jest, że po czasach sowieckich Kościoły luterańskie znalazły się w ciężkim położeniu, ale zrzucanie wszystkiego na finanse jest grubą przesadą. Inny tryb działania wybrał Kościół w Estonii, który nie poszedł w kierunku konfesyjnym, jednocześnie zachował swój specyficzny skandynawsko-postniemiecki charakter.

Takie tempo wydarzeń było zupełnie obce Europie Środkowej. W Polsce co prawda doszło do re-organizacji Kościoła, wprowadzono biskupów diecezjalnych, trój-posługowy urząd (wzorowany na Szwecji, który od 2017 roku właściwie przestał istnieć), alternatywny strój liturgiczny w postaci alby i stuły (po II Wojnie Światowej KE-A dopuszczał komżę ze stułą, jednakże owa praktyka została bardzo szybko zaniechana). W każdym razie doszło do wielu różnych zmian, za które odpowiadało wielu różnych ludzi, ale między nimi wyróżniał się człowiek, bez którego moje życie potoczyłoby się pewnie zupełnie inaczej, a to ks. Jan Gross. Był to człowiek, który w mojej opinii z jednej strony wyprzedził swoją epokę, z drugiej natomiast chciał po prostu to, co w zachodnim luteranizmie stało się faktem zaraz po II Wojnie Światowej – a więc odnowy życia liturgicznego. Wielu ludzi odebrało to jednak jako atak na coś co jest w luteranizmie najważniejsze, a więc na … tradycję! Ks. Jan Gross łączył w sobie liturgiczną i teologiczną wysokokościelność, ekumeniczną otwartość a jednocześnie luterańską ortodoksję. Stał się więc człowiekiem-symbolem, dla tych wszystkich dla których wizja pruskiego, racjonalistycznego i liberalnego luteranizmu wydaje się niewłaściwa. Wraz z jego śmiercią w KE-A skończyła się pewna epoka. Pomimo jego bojów wciąż standardem jest Wieczerza Pańska „co jakiś czas”, wciąż alba ze stułą uważana jest za „coś nieluterańskiego”, zaś liturgia wciąż jest bardziej formą i tradycją niż czymś będącym wyrazem naszej świadomie rozumianej duchowości.

Zupełnie inaczej potoczyły się losy luteranizmu w Republice Czeskiej. Po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego działał Śląski Kościół Ewangelicki A.W. (ŚKEAW), z którego na skutek różnic pobożnościowo-osobistych wyodrębnił się Luterański Ewangelicki Kościół A.W. (LEKAW). ŚKEAW reprezentujący tradycję cieszyńskiego pietyzmu kontynuował nie tylko współpracę z Kościołami zrzeszonymi w ŚFL, ale również z SELKiem, czy z Synodem Missouri – ta współpraca trwa po dzień dzisiejszy. Jednocześnie trzeba sobie powiedzieć, że konfesyjny luteranizm nie jest dla ŚKEAW punktem odniesienia, ich tradycją jest pietyzm. Natomiast LEKAW poszedł w kierunku tradycyjnej cieszyńskiej pobożności, która niestety wciąż pozostaje pod silnym wpływem racjonalizmu. Na skutek podziału i utraty budynków kościelnych Kościół musiał się skupić na samym sobie, tym samym nigdy nie obrał jakiegokolwiek wyraźnego kierunku – współpracując nieformalnie z różnymi Kościołami – w tym np. z SELKiem, czy Kościołem luterańskim w Badenii, posiadając od roku 2016 pierwszą oficjalną umowę partnerską z ECAVem w Republice Czeskiej. ECAV natomiast był owocem podziału Czechosłowacji. Mieszkający w Pradze słowaccy luteranie posiadali własny Kościół, który po podziale państwa został pozostawiony prawie sam sobie. W tym czasie do Republiki Czeskiej przybył Amerykanin czeskiego pochodzenia, duchowny „norweskiego” Ewangelicko-Luterańskiego Synodu w USA – ks. James Křikava (obecnie w LCMS). Można o nim powiedzieć, że jest ojcem odrodzonego po komunizmie czeskiego luteranizmu. Z jego inicjatywy powstały czeskie zbory w Pradze i w Pilźnie. Z czasem ECAV założył swój zbór w Brnie. Tym samym na bazie zboru słowackiego powstał Kościół z wyraźną nutą konfesyjnego luteranizmu, który choć nie jest w ILC, to blisko współpracuje z owymi Kościołami. Na marginesie konfesyjnego luteranizmu powstał Czeski Kościół Ewangelicko-Luterański w Pilźnie, który współpracując z Synodem Wisconsin odcina się od innych Kościołów luterańskich w Republice Czeskiej. Do tradycji luterańskiej odwołuje się również Ewangelicki Kościół Czeskobraterski, w praktyce posiadający jeden zbór formalnie luterański (w Czeskim Cieszynie), oraz kilka „ze śpiewaną liturgią” - co ma oznaczać wierność tradycji luterańskiej. W pozostałych krajach Europy Środkowej ciężko jest znaleźć coś, co mogło by świadczyć o odnowie konfesyjnej.

Mam tę okazję żyć na czesko-polskim pograniczu i widzieć pewne różnice między jedną a drugą rzeczywistością. Przy czym chciałbym zaznaczyć, że komentując „polski luteranizm” czynię to nie jako osoba, która w KE-A była (choć żyjąc w Polsce należałem do KE-A), ale dla mnie polski luteranizm jest szerszy niż struktury KE-A. Polski luteranizm wciąż jest na Zaolziu (czyli „u mnie”), wciąż jest w Wielkiej Brytanii, wciąż podobno jest w Kanadzie, w kilku miejscach w Niemczech (Irlandii i Holandii nie liczę, bo tam nabożeństwa prowadzą duchowni KE-A). W historii było wiele Kościołów, które współtworzyły polski luteranizm. Polski luteranizm tworzyli wymienieni już przeze mnie ks. Otto – który służył zarówno w Rosyjskiej Kongresówce, jak i w ramach wielkiego austriackiego Kościoła ewangelickiego na Śląsku Cieszyńskim, jak też ks. Angerstein, który zakończył życie w wolnej Ojczyźnie, pracując jednakże w zborze zdecydowanie niemieckim. Obaj pomimo skomplikowanej historii budowali polski, ortodoksyjny luteranizm. I dzisiaj my wszyscy, którym ta tradycja jest bliska możemy inspirować się ich dziedzictwem, ponad granicami i ponad strukturami kościelnymi.

A więc zmierzając do końca – jeżeli coś takiego jak polski staroluteranizm ma funkcjonować, ma mieć rzeczywisty wpływ na życie Kościołów, a nie być traktowanym jako egzotyczny margines, to musi po pierwsze umieć odnaleźć się w historii, pokazać ciągłość myśli, krytycznie patrzeć na zmiany jakie zachodzą w światowym luteranizmie, opierać się na faktach a nie na mitach, budować zasób konfesyjnej literatury, oraz współpracować z innymi organizacjami i Kościołami ortodoksji luterańskiej. To jasne, że my „staroluteranie” zostaliśmy sierotami po śmierci ks. Jana Grossa. Pozostała po nim pamięć i ogrom publikacji. Są one wciąż dostępne i warto je czytać. Tak samo warto czytać klasyków polskiej ortodoksji – jako przykład podam Czechy, gdzie odradzający się konfesyjny luteranizm sięgnął po „swojego człowieka” Johannesa Mathesiusa (1504-1565) żyjącego w rudawskim Jáchymovie. My też mamy „swoich” klasyków – chociażby ks. Samuela Dambrowskiego. To właśnie jemu chciałbym się przyjrzeć w pierwszym konkretnym artykule o polskiej drodze do staroluteranizmu, która nie jest czymś nowym, nie jest czymś nieaktualnym, ale jest normalnym zjawiskiem na całym świecie, wszędzie tam gdzie znajdują się luteranie dla których Pismo Święte i Księgi Symboliczne są wciąż właściwą i niezmienną normą.

foto: Msza w kościele św. Krzysztofa we Wrocławiu

Czytelnia

DIDACHE

"DUCH A LITERA" - WSTĘP.

 "DUCH A LITERA" - TREŚĆ.

"KOŚCIÓŁ WYSOKI".

"MARIOLOGIA LUTERAŃSKA".

Portal Konfesyjni Luteranie

Portal „Konfesyjni” został założony z inicjatywy wiernych Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w R.P. celem kultywowania czystości i prostoty wykładni Słowa Bożego zawartej w Księgach Symbolicznych a także rozbudzenia zachwytu nad starochrześcijańskimi korzeniami naszej liturgii, która wraz z sakramentem Wieczerzy Pańskiej, stanowi centrum religijnego życia Chrześcijan wyznania Ewangelicko - Augsburskiego.