Opracowania i artykuły

Wspólnota, tolerancja i granice

Fragmenty wystąpienia Toma Wrighta na konferencji o przyszłości anglikanizmu Future of Anglicanism Conference w 2002 r. Głównym punktem odniesienia dla autora jest nauczanie apostoła Pawła w kwestii przestrzegania zasad we wspólnocie Kościoła.

Tekst oryginalny został opublikowany w książce Pauline Perspectives: Essays On Paul 1978-2013 N.T. Wright, SPCK, London, 2013 oraz jest dostępny pod linkiem: Communion and koinonia: Pauline reflections on tolerance and boundaries. Tłumaczenie publikujemy za zgodą wydawnictwa SPCK.



Krytyka Pawła wobec Izraela nie polega na tym, że Izrael jest winny legalizmu, za który Augustyn krytykował Pelagiusza, czy Luter Erazma. Z pewnością Paweł nie oskarża Izraela o pozbawiony serca, moralistyczny pelagianizm, zgodnie z którym ktoś robi od czasu do czasu kilka dobrych uczynków w nadziei, że Bóg go zauważy i poklepie po plecach. Przeciwnie, Paweł krytykuje Izrael, w tym swoje własne dawne "ja", za twierdzenie, że Bóg jest wyłącznie Bogiem Izraela. Izrael nie pojmuje Bożej sprawiedliwości i stara się ustanowić swoją własną sprawiedliwość, która byłaby tylko i wyłącznie dla Żydów. Jednakże Bóg ustanowił w Jezusie, żydowskim Mesjaszu, przez krzyż i zmartwychwstanie, otwarte przymierze, w którym sprawiedliwość jest dla wszystkich wierzących (Rz 10, 1-4). (...)

Kiedy Paweł apeluje o „tolerancję” w Kościele, kwestie, o których mówi, dotyczą kulturowych granic, szczególnie między chrześcijanami żydowskimi i pogańskimi. Nie wskazuje przypadkowo niektórych zasad, które należy łagodzić, pozostając stanowczym w innych kwestiach. Sprawy, w których chrześcijanie muszą być gotowi na tolerancję, to te rzeczy, które inaczej podzieliłyby Kościół na tle etnicznym. (...)

W 2 rozdziale Listu do Kolosan Paweł podkreśla, że ​​żydowskie prawo nie ma znaczenia, jeśli jesteś w Chrystusie. Jeśli z Mesjaszem umarłeś dla żywiołów świata, dlaczego miałbyś podlegać ludzkim przepisom - nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj! Wszystko to, jak mówi, ma pozór mądrości i promowania ascetycznej dyscypliny, ale nie ma żadnej rzeczywistej wartości. Nie potrzebujesz żydowskiego prawa, szczególnie prawa dotyczącego pokarmów, aby zdefiniować, kim jest lud Boży i zbudować go jako prawdziwie ludzki lud Boży.

Cóż więc? Czy powinniśmy robić wszystko na co mamy ochotę? Zdecydowanie nie! W Kol 3 Paweł instruuje nas, byśmy „szukali tego, co jest w górze”; a kiedy wyjaśnia, co to oznacza w praktyce, lista grzechów w wersetach 5-11 sprowadza się w szczególności do dwóch obszarów życia: nadużyć seksualnych oraz gniewu, złośliwości itd. (Zauważmy, że jest wiele Kościołów, gdzie nie toleruje się seksualnej niemoralności, ale panuje przyzwolenie na agresywne i złośliwe wypowiedzi; i odwrotnie, jest wiele Kościołów pełnych słodkiej tolerancji, gdzie wszyscy są dla siebie mili, ale niemoralność seksualna jest powszechna i nigdy nie gromiona.) Kluczem do tego wszystkiego są wersety 9-10: „pozbyliście się starego człowieka wraz z jego uczynkami, a przyoblekliście nowego, który jest odnawiany na obraz swojego Stwórcy, aby Go poznać.” W tym momencie nie może być sporu, nie ma miejsca na rozbieżne opinie: nie ma miejsca, aby ktoś powiedział „niektórzy chrześcijanie praktykują wszeteczeństwo, inni myślą, że to źle, więc powinniśmy być wobec siebie tolerancyjni” lub „niektórzy chrześcijanie łatwo tracą nad sobą panowanie, inni myślą, że to źle, więc powinniśmy się tolerować”. Nie ma miejsca na niemoralność, nie ma miejsca na gniew, oszczerstwa i tym podobne. A potem natychmiast, jakby dla podkreślenia tego, o czym mówię, Paweł kończy fragment, mówiąc (werset 11), że „w odnowieniu tym nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, cudzoziemca, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz Chrystus jest wszystkim i we wszystkich.” Paweł ma absolutną jasność co do standardów oczekiwanych od nowego człowieka i równie jasne jest dla niego, że rozróżnienia dotyczące pochodzenia etnicznego, społecznego i kulturowego stają się nieistotne.

Oczywiście, gdyby ktoś powiedział: „Jestem Scytem, a my, Scytowie, po prostu bardzo łatwo tracimy nad sobą panowanie, to część naszej kultury”, Paweł odpowiedziałby: „Teraz jesteś chrześcijaninem i musisz się kontrolować.” Gdyby Koryntianin powiedział: „Jestem Koryntianinem, zawsze miałem szereg dziewczyn, z którymi sypiam, to część naszej kultury ”, Paweł odpowiedziałby: „Teraz już nie, skoro jesteś chrześcijaninem.” Tutaj zawodzi nas słowo „kultura”, ponieważ obejmuje wiele rzeczy. Musimy dokonać wyraźnego rozróżnienia między aspektami kultury, które Paweł uważa za moralnie neutralne, a tymi, które uważa za ważkie moralnie. Przyjrzyjmy się uważnie reakcji Pawła, gdy ktoś nie zgadza się z nim na jednym z tych dwóch gruntów. Kiedy Piotr i pozostali próbowali zachować rozróżnienie Żydów od pogan, poprzez jedzenie tylko z innymi obrzezanymi ludźmi, w Antiochii Paweł jawnie mu się sprzeciwił. W tym momencie nie jest istotna „tolerancja”. Liczyła się ewangelia, przesłanie krzyża, doktryna usprawiedliwienia przez wiarę, obietnice dane Abrahamowi, jednej rodzinie, którą Bóg zamierzał stworzyć w Duchu. Jak wielki szachista, Paweł widział wszystkie te pionki na planszy zagrożone tym jednym ruchem Piotra, aby utrzymać rozróżnienie Żydów, i natychmiast ruszył, by to znieść. A kiedy ktoś nie zgadza się z jasnymi regułami Pawła dotyczącymi niemoralności lub gniewnych sporów, którymi zajmuje się w Kol 3, 5-10, jest on równie stanowczy, co widzimy w 1 Liście do Koryntian 5 i 6. Nie ma miejsca w chrześcijańskiej społeczności na takie praktyki i na takie osoby. Paweł nie zastanawia się nad powiedzeniem: „niektórzy z nas wierzą w utrzymanie tradycyjnego tabu dotyczącego relacji seksualnych, inni uważają, że są one obecnie nieistotne w Chrystusie, więc obie strony muszą się szanować.” Mówi wprost, aby takiego człowieka wykluczyć [1 Kor 5, 2].

Mam nadzieję, że widać, iż ​​Paweł myśli z całą konsekwencją. Jeśli podejdziemy do tego zbyt powierzchownie to łatwo się pogubić, sprowadzić darmo daną łaskę do taniej łaski i uznać, że Paweł postanowił trzymać się niektórych zasad moralnych, a inne złagodzić. Nic z tych rzeczy. Kiedy lepiej poznajemy Pawła, widzimy, co się dzieje. (...)



W dalszej części wystąpienia autor podejmuje ogólną refleksję nad współczesną kulturą i jej oddziaływaniem na Kościół. Na koniec dotyka tematów aktualnych dla Wspólnoty Anglikańskiej: podejścia do homoseksualizmu, rozumienia autorytetu w Kościele oraz myślenia w kategoriach prawica-lewica.

Jesteśmy w środku bolesnego i złożonego przejścia, przynajmniej w świecie zachodnim, z pozycji "modernizmu" na pozycję tego, co luźno bywa nazywane "postmodernizmem". Ogólnie rzecz ujmując, modernizm to ruch kulturowy i filozoficzny, mający swoje początki w europejskim oświeceniu, będący produktem nie tylko Francuskiej, ale także Amerykańskiej rewolucji. Jednym z głównych ich aspektów była rebelia przeciw władzy, która we francuskim przypadku była wymierzona w koronę i kościół, a w amerykańskim przypadku przeciwko Anglii, innym z kolei aspektem była proklamacja wolności przeciw opresji, w tym przeciw systemom etycznym, które były postrzegane jako przestarzałe, niepotrzebne i represyjne. Wiele kwestii kulturowych, moralnych i politycznych, składających się na naszą retorykę wciąż bywa przedstawianych w tej formie myślenia, w której jednym z najgorszych pojęć jest "średniowieczny".

Ten modernistyczny i oświeceniowy ruch stworzył szeroką syntezę myśli i poglądów, włączając w to podział, odziedziczony z deizmu, między Bogiem i światem, uczynienie religii kwestią osobistej opinii, etyki osobistego uczucia (patrz wyżej) oraz przekonywał, że religia i styl życia każdej osoby jest mniej więcej tak samo dobry, co każdej innej osoby. W teorii głosiło to oświecenie, choć wiele uprzedzeń pozostało w praktyce niezmienionych. To jednak inna historia. Równocześnie, modernizm przekazał nam to, co jest dla wielu standardowym kompasem politycznym, czyli podział na prawicę i lewicę, w którym koncentrują się wszystkie poglądy polityczne i teologiczne oraz w którym, jeśli wiesz, gdzie w tym podziale usytuowany jest pogląd danej osoby, z łatwością zgadniesz jakie są poglądy tej osoby na inne kwestie. To sugeruje jednak, że nie ma poglądów, które są gruntownie przemyślane, ale są po prostu domyślną postawą dla kogoś, kto czuje się z tym "komfortowo". Wiek Rozumu zrodził Wiek Uczuć, a romantyzm z kolei wybrał się na przejażdżkę na grzbiecie rewolucji. Stwierdzenie 'Co Wielu z Nas Czuje' zostało więc podniesione do poziomu moralnej zasady, bez refleksji, że Holokaust sam w sobie, ze swoim etycznym bądź anty-etycznym standardem został dokonany przez ludzi, którzy właśnie realizowali to, 'Co Wielu z Nich Czuło'.

Romantyzm przeszedł w egzystencjalizm, w którym dążenie do osobistej autentyczności zredukowało się do samooceny. Bycie prawdziwym, odkrywanie kim naprawdę jestem, docieranie do swojej wewnętrznej tożsamości i inne tego typu twierdzenia także stały się sposobami na wyrażenie poglądu moralnego, w którym nie ma miejsca dla jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli wyjdzie na jaw, że morderca lub pedofil wyrażał siebie i żył w taki właśnie sposób, to oczywiście mamy cichą nadzieję, że taka osoba znajdzie się w odpowiednio zabezpieczonym szpitalu psychiatrycznym i jeśli nie da się jej wyleczyć, to przynajmniej będzie ona izolowana od innych. Nasze społeczeństwo nie chce jednak zauważyć, że nie ma oczywistych różnic między różnymi typami zachowań, z których niektóre zostaną społecznie potępione, a niektóre nie. Nie powinniśmy być zdziwieni tym, że retoryka egzystencjalizmu stworzyła na Zachodzie przestrzeń dla gwałtownego rozwoju neognostycyzmu, obecnie bardzo popularnego. Odkrywając, że masz w sobie wewnętrzną iskrę, pod warstwami nauczonej bądź narzuconej moralności lub społecznych konwencji, musisz być w zgodzie z tą wewnętrzną iskrą, aby się prawdziwie wyzwolić. Jak myślicie, dlaczego ewangelia Tomasza wróciła nagle do mody?

Wszystkie z wyżej wymienionych, wiek rozumu, romantyzm i egzystencjalizm są na różne sposoby produktem oświecenia, a ich rewolucyjny podtekst jest w dalszym ciągu silny. "Nie próbuj nas zatrzymać" - tak powiedzą - "albo stwierdzimy, że chcesz, abyśmy wrócili do czasów feudalnych, lub że chcesz uwięzić nas w staroświeckich kategoriach. Ty jesteś średniowieczny". Warto podkreślić od początku, że żaden z tych wyżej wymienionych poglądów nie ma zbyt wiele wspólnego z chrześcijaństwem, Dobrą Nowiną Jezusa Chrystusa lub chrześcijańskim zachowaniem. Warto także przyznać, że wiele osób, nie tylko w świecie zachodnim czy w Kościele, nie zdaje sobie z tego sprawy.

W minionych dekadach, modernizm miał złą prasę, szczególnie (a według mnie słusznie), z tego powodu, że pozwolił zachodniemu imperializmowi rozwijać się przez dwa stulecia, opierając się na założeniu, że jeśli my dojrzeliśmy to naszym obowiązkiem było rozprzestrzeniać wiedzę reszcie świata. Tak zwani "mistrzowie podejrzeń", którzy wyrośli na projekcie oświeceniowym - Marks, Nietzsche i Freud, kwestionowali wszystko, co wcześniej wydawało się być obiektywnymi twierdzeniami i prawdami, i odkryli, że w łatwy sposób te prawdy i twierdzenia mogą być oskarżone o to, że pozostają w czyimś interesie, nieważne czy politycznym, seksualnym czy finansowym. Obecnie wątpimy we wszystko, a utrata zaufania w społeczeństwie zachodnim stała się tak poważna, że tegoroczne Wykłady Reitha zostały poświęcone właśnie temu tematowi.  Odkrycie  finansowych nieprawidłowości niektórych z wiodących zachodnich korporacji skłaniają do zastanowienia, jak daleko musimy jeszcze iść, żeby uderzyć o ścianę i przyznać, że wszyscy żyjemy tak naprawdę według prawa dżungli.

W tym świecie narodził się postmodernizm, który obalił duże narracje (metanarracje), którymi ludzie żyli i które celebrowali, a wprowadził małe narracje, czyli niewielkie historie o takiej czy innej grupie, głosząc prawo do niepasowania tych grup do czyjegoś wzoru i do bycia sobą. To stało się punktem zwrotnym roszczeniowego dyskursu moralnego, obecnego w zachodniej kulturze: jeśli twierdzę, że coś jest sposobem, w jaki moja kultura załatwia różne sprawy, to nie masz prawa odpowiedzi. W związku z tym, dla przykładu, toczone są debaty między feministkami, o żeńskim obrzezaniu, w których z jednej strony intuicja feministek mówi, że taka praktyka jest krzywdząca i poniżająca dla kobiet, a z drugiej strony intuicja postmodernistyczna mówi, że jeśli jest to dopuszczalne w określonej kulturze to my nie mamy prawa tego krytykować. Nie można oczywiście powiedzieć, że postmodernizm nie podniósł swoich własnych moralnych standardów do poziomu wzniosłych zasad. To jednak, choć bardzo istotne dla naszego tematu, musi poczekać.
 
Każda z powyższych sił kulturowych wpływa na to, w jaki sposób ludzie zachodniej kultury są warunkowani w myśleniu i zachowaniu. Te wartości są codziennie i w każdej godzinie przypominane przez media, filmy i celebrytów. Nie powinniśmy się dziwić tym, że wiele osób we współczesnych kościołach postępuje w zgodzie z tymi normami; potrzeba by bardzo poważnej chrześcijańskiej nauki o moralności, aby nauczyć ludzi, jak stawić czoła tym huraganom i modnym opiniom, a niestety (z pewnymi wyjątkami) takiej poważnej chrześcijańskiej nauki o moralności w ostatnich latach zabrakło. W szczególności w wielu zachodnich Kościołach przyjęło się w ogólnie bestroskie podejście do wiary i moralności, które funkcjonuje jako rozwodniona i uproszczona wersja Ewangelii głoszonej przez Jezusa Chrystusa i apostoła Pawła. Częściowo wynika to, jak sądzę, z łączenia elementów nauki chrześcijańskiej i elementów współczesnej kultury. Nie muszę nawet przytaczać jakiegoś konkretnego cytatu, ponieważ i tak spotykacie się z tym nieustannie: co drugi dzień taki wątek pojawia się w jakiejś gazecie. Ludzie mówią, że Jezus był bardzo inkluzywną, to jest otwartą osobą, on nikogo nigdy nie wykluczał. Głosił tolerancję i akceptację dla każdego. Witał i zapraszał grzeszników i wyrzutków. Znajdował ludzi z marginesu i przyjmował ich. To wszystko zostało sprowadzone do poziomu ulicznej wersji liberalnego protestantyzmu, który przynajmniej w Ameryce Północnej zawdzięcza to połowicznie zrozumianemu (a może bardziej niż połowicznie) Paulowi Tillichowi. "Zaakceptuj, że jesteś zaakceptowany" jest przekazem ewangelicznym: Bóg kocha Cię takiego, jakim jesteś, akceptuje Cię i zaprasza, takim jakim jesteś. Z tego wywodzi się kolejne przesłanie, tym razem dla Kościoła, mianowicie, jeśli Bóg akceptuje Cię takim, jakim jesteś to wy powinniście akceptować ludźmi takimi, jakimi są. Nie powinniście ludziom narzucać sztucznych, staroświeckich, niepotrzebnych, czy (uchowaj Boże!) "średniowiecznych" ograniczeń.

Jeśli w tej kulturze ludzie chcą odwołać się do apostoła Pawła, nie będą mieli problemu, aby wpleść go we właściwą narrację. Paweł głosił usprawiedliwienie z wiary, przeciwstawiane usprawiedliwieniu z uczynków; dlatego też nie mógł mieć na myśli tego, aby stare moralne zasady i ograniczenia blokowały działania wolnego Kościoła chrześcijańskiego, świętującego swoją wolność w Chrystusie i odkrywającego swoją prawdziwą tożsamość. Usprawiedliwienie z wiary znaczy, jeszcze raz, że Bóg akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy i Kościół nie ma prawa czegokolwiek ludziom narzucać. To ludzie muszą odnaleźć siebie, a my mamy uczyć się z ich doświadczenia. Oni muszą zachować jedność Kościoła za wszelką cenę. Za tym rzekomo opowiadał się Paweł. I na pierwszy rzut oka wydaje się, że coś jest na rzeczy. Zarówno w 1 Liście do Koryntian i Liście do Rzymian, Paweł przekonywał, że zarówno słabi, jak i mocni, ci z radykalnie odmiennymi opiniami na różne tematy, powinni nauczyć się odkładać je na bok, by żyć wspólnie w jednej rodzinie. Mam nadzieję, że powiedziałem dużo w głównej części mojego wykładu, żeby pokazać, że taki sposób czytania św. Pawła i wczesnego chrześcijaństwa jest kompletnie bezpodstawny. Potrzebujemy świeżego i jasnego biblijnego myślenia, jeśli mamy patrzeć ponad założeniami naszej kultury, w świecie i Kościele, i wyznaczyć dalszą drogę.

Odnośnie naszych trzech zagadnień: po pierwsze, kwestia zachowań homoseksualnych. Ktoś może powiedzieć, na podstawie argumentów przytoczonych wcześniej, że rozróżnienie między zachowaniami homoseksualnymi i heteroseksualnymi jest kwestią kulturową, nieistotną dla Ewangelii. Zachowania homoseksualne są współcześnie dopuszczalne w niektórych kulturach, a Kościół powinien odnosić się do tego z szacunkiem i akceptacją. Nie będziecie zdziwieni tym, że nie podzielam takiego punktu widzenia. Nie jestem ekspertem w toczącej się obecnie debacie, odwołam się w tym miejscu do dwóch znakomitych książek: Richarda Haysa, "The Moral Vision of the New Testament" i Roberta Gagnona, "The Bible and Homosexual Practice: Texts and Hermeneutics". Jako specjalista od Listu do Rzymian, dołożę mimo wszystko swoje trzy grosze.

Pawłowe potępienie praktyk homoseksualnych w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian jest powszechnie znane, ale nie do końca dobrze rozumiane, zwłaszcza jego umiejscowienie w wywodach Pawła. Często mówi się, że chodziło o potępienie typowo pogańskich praktyk z perspektywy Żyda, a tekst odnosi się do heteroseksualistów, którzy porzucają normalne współżycie i szukają nowych sposobów zaspokojenia pożądliwości. Twierdzi się przy tym, że Paweł opisuje zachowania zasadniczo inne od związków homoseksualnych, które znamy współcześnie, zwłaszcza w dużych miastach na Zachodzie.

Jest to jednak mylne ujęcie. Po pierwsze, Paweł nie mówi tutaj o pojedynczych osobach, ale o całej ludzkości. Przedstawia pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju i spogląda na ludzkość jako na całość; tak więc w tym kontekście chodzi mu o dużą część historii ludzkości jako takiej - choć nie oznacza to, że jednostki unikną sądu, jak jasno wskazuje Rz 3, 19. Po drugie, jego wskazanie na kobiety i mężczyzn odwracających się od naturalnego współżycia do nienaturalnego wynika bezpośrednio z tekstu, którym się posiłkuje: w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju kobieta i mężczyzna są stworzeni na obraz Boży. Podział na dwie płcie nie ogranicza się zresztą do ludzkości, ale obejmuje dużą część stworzenia. Jednak to ludzie zostali stworzeni na obraz Boży i dostali zadanie by być płodnymi, rozmnażać się, uprawiać ogród i nazwać zwierzęta. Sednem pierwszego rozdziału Listu do Rzymian jest to, że gdy ludzie odmawiają czci Bogu, na którego obraz zostali uczynieni to ich ludzka natura zaczyna ulegać autodestrukcji. Pawłowi nie chodzi o to, że każdy, kto odkryje w sobie skłonności homoseksualne, wybrał bałwochwalstwo i w ramach niego wybiera zachowania homoseksualne. Pawłowi chodzi bardziej o to, że w świecie, w którym mężczyźni i kobiety odmawiają czci Bogu, będą się pojawiały tego typu zjawiska.

Fascynujące jest, co Paweł dalej robi z tą analizą ludzkiej niedoli. W Rz 4, 18-22, gdzie opisuje sposób w jaki Abraham uwierzył Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość, Paweł odwraca porządek z Rz 1, 18-23. Abraham uwierzył, że Bóg ma moc wskrzesić zmarłych; oddał cześć Bogu i nie zawahał się w niewierze. Dlatego zostaje uznany w ramach przymierza za sprawiedliwego. W rezultacie Abraham i Sara stają się płodni. Pierwszy rozdział Listu do Rzymian nie jest potępieniem ogólnie pojętej nieprawości, oderwanym od reszty tesktu. Jest celowo włączony w narrację listu. (Podobnie w Rz 7, 4nn widoczny jest kontrast pomiędzy grzesznym życiem, które nie przynosi owocu, a życiem w nowym przymierzu, które przynosi owoc.) W szczególności możemy zauważyć, że w stanowczych nakazach moralnych z rozdziałów 6, 8 i 12, szczególnie w 6,1-11 i 12,1-2, znajdują się ślady zarówno 1 rozdziału Listu do Rzymian, jak i 3 pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, które leżą u jego podstaw. Paweł wyraźnie wierzy, że zastosowanie ewangelii do ludzkiego życia rodzi nowe zachowanie, zachowanie odnowionego człowieka, zachowanie, w którym widać obraz Boży. Paweł z pewnością uważa współżycie osób tej samej płci za sprzeczne z ludzką naturą, na co wskazuje nie tyle 1 rozdział sam w sobie, co jego odczytanie w kontekście reszty listu.

Parę uwag dotyczących zachowań seksualnych w świecie Pawła. Jeśli spojrzeć na starożytny świat, istnieją oczywiście dowody na relacje osób tej samej płci w wielu kontekstach i warunkach. Można jednak zauważyć, że najbardziej znane dowody pochodzą z jednej strony z okresu dominacji politycznej Aten, a z drugiej z Cesarstwa Rzymskiego (wystarczy wspomnieć o Neronie, którego sam Paweł mógł mieć na myśli). Nie zgadzam się z poglądem, że Paweł unikał przekazu politycznego. Można u niego dostrzec ukrytą a niekiedy zupełnie wyraźną krytykę pogańskiego imperium w ogólności, a Rzymu w szczególności; potępienie pogańskich zachowań seksualnych było tego wyraźną częścią (np. Filipian 3, 19nn). Zastanawiam się, czy analiza kulturowa zachowań homoseksualnych może wskazywać, że są one cechą kultur, które rozrosły się i podupadają w sposób, w jaki podupadały wielkie imperia, z systemową przemocą na obrzeżach społeczeństwa i luksusem w jego centrum, gdzie wielkie pieniądze wzmacniają arogancję władzy. Uważam, że częścią tej imperialnej arogancji w naszych czasach jest naleganie, abyśmy my jako Zachód czy też Ameryka, pouczali inne społeczeństwa, że powinny one zmienić swoje głęboko zakorzenione postrzeganie moralności i dostosować się do naszej perspektywy. Jest coś niepokojąco imperialnego w tym podejściu i domaganiu się aby było ono powszechnie akceptowane. Często mówi się, że biedni chcą sprawiedliwości, podczas gdy bogaci chcą pokoju. Mamy teraz sytuację, w której dwie trzecie świata chce umarzania długów, a jedna trzecia chce seksu. Myślę, że jest to znak ostrzegawczy, iż na fundamentalnym poziomie coś poszło nie tak.

Po drugie, chcę krótko skomentować kwestię władzy w Kościele. Kiedy Paweł napisał 1 List do Koryntian, był w stanie dość pogodnie powiedzieć kościołowi co ma robić, w tym udzielić instrukcji co do wydalenia zatwardziałego grzesznika. Następnie, zgodnie z 2 Listem do Koryntian, złożył wizytę w kościele i zobaczył, że rzeczy nie układają się tak jak tego chciał. (2 Kor 1, 23 – 2, 11). Wkrótce potem, a może w tym samym czasie, uświadomił sobie, że w kościele rozpowszechniają się nauki, wspierane przez nowo przybyłych nauczycieli, którzy sprawiali kłopoty i sprzeciwiali się Pawłowi. Zajmuje się tą kwestią w 2 Liście do Koryntian. Muszę przyznać, po ostatnim tłumaczeniu obu listów do Koryntian, że 2 List jest tak odmienny pod względem stylu pisania, iż ​​jestem zaskoczony, że Pawłowe autorstwo nie jest kwestionowane przez jakiegoś śmiałego badacza. Paweł został wyraźnie zdruzgotany, ale dalej odwołuje się do swego autorytetu poprzez łzy i modlitwy, ostrzegawczo i z ironią. Oczywiście nie ma on oficjalnego stanowiska, które dałoby mu prawne środki, w lokalnych sądach, do narzucenia swojej woli kościołowi. Może używać tylko perswazji moralnej. To stawia go w podobnej sytuacji do arcybiskupa Canterbury, który nie ma oficjalnej jurysdykcji poza Anglią - i nawet w samej Anglii tylko niewielką rzeczywistą władzę wykonawczą. Żałuję George'a Careya; postawiono go w bardzo trudnej sytuacji, w której z jednej strony instynkt biskupa nakazuje dążyć do jedności, instynkt pastora nakazuje dążyć do świętości, a w praktyce nie można działać ani jako biskup, ani jako pastor, a jedynie jako negocjator. [Było to oczywiście latem 2002r., to samo należy teraz powiedzieć o aktualnym arcybiskupie.] Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach jesteśmy wezwani do przemyślenia i ponownego określenia na czym dokładnie polega autorytet i jak należy z niego korzystać (nie tyle do rozstrzygania sporów teologicznych, co raczej do wskazywania sposobu działania Kościoła). Zastanawiam się również nad trudnymi kwestiami władzy i koinonii (koinonia, gr. κοινωνία - społeczność, wspólnota - przyp. red.), z którymi mamy dzisiaj do czynienia w naszej społeczności. Nie wyobrażajmy sobie, że możemy po prostu zacytować 1 List do Koryntian i wszystko będzie dobrze. Być może będziemy musieli przeżyć także ból 2 Listu do Koryntian.

Po trzecie, zmierzając ku końcowi, apeluję byście przyjmując w swoich naradach perspektywę biblijną, zachowali roztropność węża i niewinność gołębicy. Nie możemy polegać na starych podziałach na lewicę i prawicę, liberałów i konserwatystów, które funkcjonowały przez ostatnie dwa wieki. One się rozpadają. W szczególności apeluję do moich amerykańskich znajomych, aby uświadomili sobie, że spektrum polityczne, w którym żyją, nie jest takie samo jak wiele różnych, w których żyje reszta z nas. Nie zakładajcie, że jeśli w danej sprawie macie tak zwane prawicowe poglądy, to będziecie je mieć również we wszystkim innym. Nie traktujcie konkretnej kwestii jako części składowej całego pakietu poglądów. To sprawia, że ​​wielu, którzy mogliby się do was przyłączyć, nie zechce tego zrobić. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że jeśli ci, którzy prowadzą kampanię na temat zachowań homoseksualnych, będą również potępiać działania zmierzające do umorzenia długów trzeciego świata lub bezkompromisowo sprzeciwiać się ordynacji kobiet, to wielu mających podobne zdanie w kwestii homoseksualizmu odwróci się od nich. Jak jasno pokazały wyniki głosowania w Lambeth, po obu stronach Atlantyku jest wielu biskupów pierwszego świata, którzy nie są twardymi prawicowcami, ale wyczuwają przez skórę, że agenda organizacji gejowskich zmierza w złym kierunku i po cichu będą się jej sprzeciwiać. Istnieje coś takiego jak nachalna prawicowa agenda i jeśli będziemy z nią utożsamiani to stracimy poparcie i jest to zrozumiałe.

Zamiast tego - nie chcę kończyć negatywnym tonem, ponieważ mówię o Pawle, który jest zawsze pozytywny i zawsze zorientowany na ewangelię - głosowałem za świeżym i opartym na biblii kierunku ku koinonii charakteryzującej się wiarą, w której różnice etniczne stają się nieistotne właśnie dlatego, że razem stajemy się jednym ciałem, jedną nową ludzkością w Chrystusie. Nasza Wspólnota znajduje się w punkcie kryzysowym, który również powinien być punktem wzrostu. Oczywiście musimy uczyć się nowych rzeczy i jak dorastające dziecko być może będziemy musieli odłożyć to co dziecięce i przyjąć inne, dorosłe sposoby radzenia sobie z tym jak tworzymy „koinonię”. Być może będziemy musieli zrezygnować z naszych nieco swobodnych i nieformalnych struktur. Oczywiste jest, że niewiele osób w Ameryce Północnej chce, aby ktokolwiek po wschodniej stronie Atlantyku mówił im, co można, a czego nie można zrobić, ale nadal chcą pozostawać w komunii z Canterbury. Jednym z zadań Międzynarodowej Komisji Doktrynalnej, do której ja i inni tutaj należymy, jest wypracowanie co taka relacja znaczy. Ale, jak mówię, uważam obecny kryzys, z jego bardzo różnymi aspektami, za coś, czego chrześcijanin musi od czasu do czasu oczekiwać i musi stawić temu czoła z odwagą, modlitwą, celebrowaniem ewangelii i świętą śmiałością w dążeniu do miejsc, w których być może jeszcze nie byliśmy. Nie wiem czy jestem optymistą, czy pesymistą co do naszego obecnego położenia. Te kategorie, podobnie jak lewica i prawica w polityce, mogą być zbytnim uproszczeniem. Lessliego Newbigina zapytano kiedyś, czy jest optymistą, czy pesymistą co do przyszłości Kościoła; jego odpowiedzią zakończę swoje wystąpienie. „Nie jestem ani optymistą, ani pesymistą”, powiedział, „Jezus Chrystus zmartwychwstał.”


Tłumaczenie: Igor Mędela i Grzegorz Żarnecki

 

Portal Konfesyjni Luteranie

Portal „Konfesyjni” został założony z inicjatywy wiernych Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w R.P. celem kultywowania czystości i prostoty wykładni Słowa Bożego zawartej w Księgach Symbolicznych a także rozbudzenia zachwytu nad starochrześcijańskimi korzeniami naszej liturgii, która wraz z sakramentem Wieczerzy Pańskiej, stanowi centrum religijnego życia Chrześcijan wyznania Ewangelicko - Augsburskiego.