Opracowania i artykuły

Dobroczynność

Na podstawie 5 rozdziału książki Dominion, wyd. Basic Books 2019, str. 137-144. Większość oryginalnego fragmentu jest dostępna na Google Books.

 

Pesynunt, 362 rok po Chrystusie

Nowy cesarz, przemierzając Galację, znalazł oznaki rozkładu w każdej świątyni, którą odwiedził. Farba odpadała z posągów, a ołtarze stały nietknięte krwią. Kult starożytnych bogów, niegdyś będący powodem do dumy, w ostatnich dziesięcioleciach stał się mało atrakcyjny. Być może nigdzie nie było to bardziej widoczne niż w Pesynuncie. Tutaj, od najdawniejszych czasów, swoją siedzibę miała Kybele. Swego czasu jej kapłani-kastraci rządzili całym miastem. To właśnie z Pesynuntu w 204 roku przed Chr. wysłano pierwszy posąg bogini, który przybył do Rzymu [czarny kamień Kybele, prawdopodobnie meteoryt - przyp. red.]. Pół tysiąca lat później pielgrzymi nadal udawali się w wędrówkę, aby oddać cześć Boskiej Matce. Jednak coraz mniej licznie. Nawet w samym Pesynuncie władza Kybele słabła. Ogromny gmach świątyni, który przez wieki dominował w mieście, stawał się coraz bardziej pomnikiem nie jej potęgi, ale jej zanikania.

Flawiusz Klaudiusz Julian był tym wstrząśnięty. Jako bratanek Konstantyna był wychowywany na chrześcijanina, jednak w młodości odrzucił chrześcijaństwo. Potem, po zostaniu cesarzem w 361 r., postanowił wyrwać z chrześcijaństwa tych, którzy „porzucili wiecznie żywych bogów dla zwłok Żyda”1. Wykształcony filozof, pewny siebie dowódca, Julian był także człowiekiem równie pobożnym w swoich wierzeniach, jak każdy z tych, których lekceważąco nazywał „Galilejczykami”. Szczególnie oddany był Kybele. Wierzył, że to ona uratowała go z ciemności jego dziecięcych przekonań. Nic więc dziwnego, że kierując się na wschód, aby przygotować się do wojny z Persami, zrobił przerwę w swojej podróży, by udać się do Pesynuntu. To, co tam ujrzał, przeraziło go. Nawet po tym, jak złożył ofiarę i uhonorował tych, którzy nieustannie oddawali cześć miejskim bogom, nie mógł powstrzymać złości i przygnębienia z powodu zaniedbania okazywanego Kybele. Najwyraźniej mieszkańcy Pesynuntu byli niegodni jej opieki. Zostawiając Galatów za sobą, zrobił to, co apostoł Paweł przed trzema wiekami: napisał do nich list.

A właściwie napisał do ich arcykapłana. Julian, domagając się wyjaśnienia dlaczego kult Kybele popadł w takie zaniedbanie, nie poprzestał na obwinianiu pospólstwa. Uważał, że prawdziwa wina spoczywa na samych kapłanach. Zamiast poświęcić się ubogim, czerpali z życia pełnymi garściami. To musiało się skończyć. Dlaczego w świecie pełnym cierpienia kapłani upijali się w gospodach? Julian poinformował ich surowo, że mogliby spędzić czas o wiele pożyteczniej, niosąc pomoc potrzebującym. W tym celu z jego własnych środków byłyby gromadzone zapasy żywności i wysyłane corocznie do Galacji. „Rozkazuję, aby jedną piątą rozdać biednym, którzy służą kapłanom, a resztę przeznaczyć dla podróżnych i żebraków”2. Julian, angażując się w ten program opieki, uważał za rzecz oczywistą, że spotka się on z aprobatą Kybele. Opieka nad słabymi i nieszczęśliwymi, jak podkreślał cesarz, zawsze była głównym przedmiotem troski bogów. Gdyby tylko Galaci mogli to docenić, zachęciłoby ich to do powrotu do dawnych zwyczajów religijnych. „Naucz ich, że robienie dobrych uczynków było od dawna naszą praktyką”3.

Twierdzenie, które bez wątpienia było nowością dla samych kapłanów Kybele. Obok ascetycznych fantazji Juliana czaiła się zupełnie inna rzeczywistość: kapłani, których entuzjazm religijny prowadził nie do miłosierdzia, ale do tańca, przebierania się i rytualnej kastracji. Bogowie nie dbali o biednych. Myślenie inaczej było „gadką głupca”4. Kiedy Julian, pisząc do arcykapłana Galacji, zacytował Homera na temat prawa gościnności i tego, że nawet żebracy mogą się do niego odwoływać, dał jedynie dowód skali swoich złudzeń. Bohaterowie Iliady, ulubieńcy bogów, ozłoceni grabieżcy, gardzili słabymi i uciskanymi. Choć Julian bardzo szanował filozofów, to ich podejście było podobne. Głodujący nie zasługiwali na współczucie. Żebraków najlepiej było łapać i deportować. Okazywanie litości groziło mędrcowi osłabieniem samokontroli. Tylko dobrzy współobywatele, którzy nie z własnej winy wpadli w kłopoty, mogli zasłużyć na pomoc. Z pewnością niewiele było cech w charakterze bogów, których Julian tak wielbił, ani w naukach filozofów, których tak podziwiał, aby uzasadnić jakiekolwiek przypuszczenie, że biedni, tylko z racji ich ubóstwa, mają prawo do pomocy. Młody cesarz, chociaż szczerze nienawidził nauk „Galilejczyków” i ubolewał nad ich wpływem na wszystko, co było mu najdroższe, był ślepy na ironię swego planu walki z chrześcijaństwem: że ów plan sam w sobie był bardzo chrześcijański.

„Jakże jest to oczywiste dla wszystkich i jakie to haniebne, że naszemu ludowi brakuje wsparcia z naszej strony, podczas gdy żaden Żyd nigdy nie musi żebrać, a bezbożni Galilejczycy wspierają nie tylko własnych biednych, ale także naszych”5. Julian musiał zdawać sobie z tego sprawę. Chrześcijańskie miłosierdzie było głęboko zakorzenione. Apostołowie, posłuszni tradycji żydowskiej, a także naukom swojego mistrza, nałożyli na nowe kościoły nakaz pamiętania o ubogich [Ga 2, 10]. Z pokolenia na pokolenie chrześcijanie trzymali się tego napomnienia. Co tydzień w kościołach w całym świecie rzymskim zbierano datki dla sierot i wdów, dla uwięzionych, rozbitków i chorych. Z biegiem czasu, w miarę rozrastania się zborów i coraz większej liczby bogatych przyprowadzanych do chrztu, zwiększały się również fundusze dostępne na pomoc dla biednych. Zaczęły się wyłaniać całe systemy opieki społecznej. Rozbudowane i dobrze zorganizowane, stopniowo utwierdzały się w wielkich miastach Śródziemnomorza. Konstantyn, werbując biskupów do swoich celów, zwerbował również zorganizowaną dobroczynność, której byli głównymi patronami. Julian, przenikliwy w swojej niechęci do Galilejczyków, rozumiał to bardzo dobrze. W świecie rzymskim kolejki interesantów zawsze były wskaźnikiem władzy - a biskupi, pod tym względem, byli naprawdę potężni. Bogaci ludzie, którzy w poprzednich pokoleniach mogli podnieść swój status, wyposażając swoje miasta w teatry, świątynie lub łaźnie, zaczęli znajdować w Kościele nowe ujście dla swoich ambicji. To dlatego Julian, naiwnie próbując nadać podobne cechy kultowi starożytnych bogów, ustanowił nad Galacją arcykapłana i wezwał swoich podwładnych do wspierania ubogich. Chrześcijanie nie tylko wzbudzali w Julianie głęboką pogardę; napełniali go również zazdrością.

Jego przeciwnicy nazwali go Apostatą, zdrajcą wiary, ale Julian również czuł się zdradzony. Opuszczając Galację, ruszył dalej na wschód do Kapadocji, surowej krainy, którą cesarz dobrze znał, słynącej z wysokiej klasy koni i sałaty. Jako chłopiec był tam przetrzymywany przez podejrzliwego Konstancjusza, więc doskonale znał charakter miejscowych notabli. Jeden z nich mógł być niemal lustrzanym odbiciem cesarza. Bazyli, podobnie jak Julian, był człowiekiem dobrze obeznanym w greckiej literaturze i filozofii, niegdyś studentem w Atenach i znanym ze swoich zdolności oratorskich. Krótko mówiąc, był dokładnie tym typem człowieka, jakiego cesarz miał nadzieję zwerbować po swojej stronie - z tym wyjątkiem, że Bazyli podążył ścieżką przeciwną do Juliana. Daleki od odrzucenia swojego chrześcijańskiego wychowania, zamiast tego porzucił początkową karierę prawnika. Poświęcając swoją energię i majątek Chrystusowi, on i jego młodszy brat Grzegorz (błyskotliwie oryginalny teolog) szybko zdobyli międzynarodową reputację. Chociaż Bazyli nie spotkał się z Julianem podczas wędrówki cesarza przez Kapadocję, jego sława była tak wielka, że wielu, czując, że dwaj najsłynniejsi ludzie tamtej epoki naprawdę powinni byli stanąć naprzeciw siebie, wzięło sprawę w swoje ręce. [Później sfałszowano list Juliana do Bazylego, w którym cesarz wyraził podziw dla odbiorcy.] Kiedy w rok po opuszczeniu Azji Mniejszej Julian zginął w Mezopotamii, walcząc z Persami, żołnierz z jego otoczenia napisał relację o wizji otrzymanej przez Bazylego, w której Chrystus osobiście wysłał świętego, aby zabił Juliana włócznią. Po śmierci cesarza nie było nikogo, kto kontynuowałby jego kontrrewolucję. Tymczasem zarówno Bazyli, jak i Grzegorz rośli w siłę. W 370 roku starszy brat został wybrany na biskupa Cezarei, stolicy Kapadocji; dwa lata później młodszy objął nowe biskupstwo w Nyssie, przy głównej drodze do Galacji. Obaj byli znani z pracy na rzecz biednych, w rezultacie wywierając wpływ, który sięgał daleko poza granice ich ojczyzny. Spostrzeżenie Juliana potwierdziło się: dobroczynność rzeczywiście mogła rodzić siłę.

Nie oznaczało to jednak, że jego strategia nie była skazana na porażkę. Troska o uciskanych nie mogła powstać z niczego. Logika, która zainspirowała dwóch bogatych i wykształconych ludzi, takich jak Bazyli i Grzegorz, do poświęcenia życia ubogim, wywodziła się z samych podstaw ich wiary. „Nie gardź tymi ludźmi w ich poniżeniu, nie myśl, że nie zasługują na szacunek” - nalegał Grzegorz. „Zastanów się, kim oni są, a zrozumiesz ich godność; przyjęli na siebie osobę naszego Zbawiciela. Bowiem On, współczujący, dał im swoją osobę”6. Grzegorz, jaśniej niż ktokolwiek przed nim, przedstawił konsekwencje wyboru Chrystusa: by żyć i umrzeć jako jeden z ubogich, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Żaden filozof nie uczył, że godność była dla wszystkich, również dla śmierdzących, pracujących mas. Żaden ludzki byt nie był tak nędzny, tak pogardzany i bezbronny, by nie stanowił obrazu Boga. Boska miłość do wyrzutków i opuszczonych wymagała aby śmiertelnicy też ich kochali.

To było przekonanie, które w 369 roku, na obrzeżach pustoszonej głodem Cezarei, skłoniło Bazylego do podjęcia nowego, radykalnego projektu. Inni przywódcy chrześcijańscy przed nim budowali ptocheia, czyli „biedne domy” - ale żaden na tak ambitną skalę. Basileias, jak je później nazwano, zostało opisane przez pewnego pełnego podziwu wielbiciela jako prawdziwe miasto, które udostępniało schronienie dla ubogich i było właściwie pierwszym szpitalem. Bazyli, który studiował medycynę w Atenach, osobiście angażował się w pomoc chorym. Nawet trędowaci, których zniekształcenia i ropienie czyniły ich przedmiotem szczególnej odrazy, mogli liczyć na schronienie i opiekę i byli witani przez biskupa pocałunkiem. Im więcej załamanych mężczyzn i kobiet, tym Bazyli chętniej dostrzegał w nich Chrystusa. Pewnego razu był świadkiem jak na targu niewolników głodujący rodzice sprzedali swojego syna, aby zdobyć pieniądze na nakarmienie reszty rodzeństwa. Sprowokowało to biskupa do szczególnie ostrego skarcenia bogatych. „Chleb na twoim stole należy do głodnych; płaszcz w twojej szafie do nagiego; buty, którym pozwoliłeś się popsuć, do bosego; pieniądze w twoich skarbcach do biednych”7. Czasy, kiedy bogaty człowiek musiał tylko zasponsorować ładny kawałek architektury, aby zostać okrzykniętym publicznym dobroczyńcą, minęły bezpowrotnie.

Brat Bazylego poszedł jeszcze dalej. Grzegorz był tak poruszony istnieniem niewolnictwa, by nie tylko potępić skrajności bogactwa i ubóstwa, ale także określić samą instytucję niewolnictwa niewybaczalną obrazą Boga. Jak głosił, natura ludzka została stworzona przez swojego Stwórcę do wolności. Jako taka była dosłownie bezcenna. „Nawet cały świat nie stanowiłby odpowiedniej zapłaty za duszę śmiertelnika”8. Dla jego zboru była to perspektywa zbyt radykalna, zbyt wywrotowa, by traktować ją poważnie. Jak bowiem, pytał Bazyli, mają przetrwać ludzie o słabszej inteligencji i gorszych zdolnościach, jeśli nie jako niewolnicy? Abolicjonizm Grzegorza spotkał się z niewielkim poparciem. Większość chrześcijan - w tym Bazyli - nadal uważała, że niewolnictwo jest godne potępienia, ale konieczne. Przestanie istnieć dopiero, gdy niebo połączy się z ziemią. Płomienne naleganie Grzegorza, który uznał posiadanie niewolników za „stawianie własnej mocy ponad Bożą”9 i podeptanie godności należnej każdemu mężczyźnie i kobiecie, upadło jak ziarno między ciernie.

Ale było też ziarno, które spadło na dobrą ziemię. Trędowaci i niewolnicy nie byli najbardziej bezbronnymi z dzieci Bożych. W całym rzymskim świecie częstym widokiem były opuszczone przez rodziców dzieci, płaczące na poboczach dróg lub na wysypiskach śmieci. Inne mogły zostać zrzucone do kanalizacji, aby zginąć. Niewielu kiedykolwiek kwestionowało tę praktykę. Istotnie, były miasta, które na mocy starożytnego prawa czyniły z niej użytek, skazując na śmierć zdeformowane niemowlęta dla dobra państwa. Sparta, jedno z najbardziej znanych miast w Grecji, była uosobieniem tej polityki, a sam Arystoteles poparł ją całym swym autorytetem. W szczególności dziewczynki były bezlitośnie porzucane. Te, które zostały uratowane z brzegu drogi, zawsze były wychowywane jako niewolnice. Burdele były pełne kobiet, które jako niemowlęta zostały porzucone przez rodziców - było to do tego stopnia powszechne, że pisarze budowali na tym fabuły utworów. Tylko kilka ludów - dziwne germańskie plemię i, nieuchronnie, Żydzi - trzymało się z dala od porzucania niechcianych dzieci. Prawie wszyscy inni zawsze uważali to za coś oczywistego. Aż do pojawienia się chrześcijan.

Jakie mogą być konsekwencje dla dzieci wyrzucanych ze śmieciami, najlepiej pokazał nie Bazyli czy Grzegorz, ale ich siostra. Makryna, najstarsza z dziewięciorga rodzeństwa, była pod wieloma względami najbardziej wpływowa z nich wszystkich. To ona przekonała brata, by porzucił prawo i poświęcił się Chrystusowi. Została też okrzyknięta przez Grzegorza najbardziej błyskotliwym z jego nauczycieli. Charyzmatyczna i niesamowicie ascetyczna erudytka wyrzekła się przyjemności tego świata tak stanowczo, że wzbudzała podziw jej współczesnych, a jednak nie opuściła całkowicie świata. Kiedy głód trzymał Kapadocję w uścisku, a „ciało przywierało do kości słabych jak pajęczyny”10, Makryna udawała się na wysypiska śmieci. Uratowane dziewczynki zabierała do domu i wychowywała jak własne dzieci. Niezależnie od tego, czy to Makryna uczyła Grzegorza, czy Grzegorz Makrynę, oboje wierzyli, że nawet w najbardziej bezbronnym nowonarodzonym dziecku może być przebłysk boskości. Być może nie było przypadkiem, że Kapadocja i sąsiednie regiony, w których - nawet jak na ówczesne standardy - porzucanie niemowląt było częstym zwyczajem, również stały się miejscem, w którym zaczęły pojawiać się pierwsze wizje matki Chrystusa. Maria, dziewica Theotokos, „nosicielka Boga”, sama wiedziała, co to znaczy mieć dziecko, które jest biedne, bezdomne i przerażone. Tak zostało to zapisane w ewangeliach Mateusza i Łukasza. Maria, zobowiązana przez rzymskie prawo do udania się z rodzinnej Galilei do Betlejem, urodziła Chrystusa w stajni i położyła go na sianie. Makryna, biorąc w ramiona głodujące dziecko, mogła mieć pewność, że wykonuje dzieło Boga.

Jednak Grzegorz, kiedy opisywał swoją siostrę po jej śmierci, nie porównał jej do Marii. Choć była z dobrej rodziny, urodzona w bogactwie, zawsze spała w nocy na deskach, jakby na krzyżu. I tak właśnie na łożu śmierci modliła się do Boga, aby przyjął ją do swojego królestwa, „ponieważ zostałam ukrzyżowana z Tobą”11. Grzegorz nie porównał do Chrystusa swojego brata, słynnego biskupa, założyciela Basileias, ale właśnie swoją siostrę. Była to kolejna zmiana tradycyjnego porządku w świecie, w którym trędowatych można było traktować z godnością, a bogatych wzywano do zniesienia niewolnictwa. Stare normy społeczne były jednak bardzo solidnie ugruntowane i nie dało się ich obalić tak łatwo, jak tego oczekiwał Grzegorz. A mimo to jego homilie wskazywały na coś, co miało odbić się echem w odległej przyszłości. W nowej wierze tkwiło wiele rzeczy, które rzymska klasa rządząca ledwo mogła pojąć. „Daj głodnym to, czego odmawiasz własnemu apetytowi”12. Naleganie Grzegorza, które dla poprzednich pokoleń wydawałoby się szaleństwem, było tym, z którym bogaci coraz częściej musieli się zmagać.


1Julian, Przeciwko Galilejczykom 194d
2Julian, List 22
3Tamże
4Porfiriusz, cytowany przez Petera Browna w Treasure in Heaven: The Holy Poor in Early Christianity, University of Virginia Press 2016, str. 3
5Tamże
6Grzegorz z Nyssy, O miłości do biednych 1 (Helen Rhee, Wealth and Poverty in Early Christianity, Minneapolis 2017, str. 73)
7Bazyli z Cezarei, Homilia 6: Zburzę moje stodoły [Łk 12, 18] (Rhee, Wealth and Poverty in Early Christianity, str. 60)
8Grzegorz z Nyssy, Homilie do Eklezjastesa IV (Stuart George Hall, Gregory of Nyssa, Homilies on Ecclesiastes, str. 74)
9Tamże
10Bazyli z Cezarei, Homilia 8: W czasie głodu i suszy (Rhee, Wealth and Poverty in Early Christianity, str. 65)
11Grzegorz z Nyssy, Żywot Makryny 24
12Grzegorz z Nyssy, O miłości do biednych 1 (Rhee, Wealth and Poverty in Early Christianity, str. 72)


 Tłumaczenie i redakcja: Grzegorz Żarnecki

Portal Konfesyjni Luteranie

Portal „Konfesyjni” został założony z inicjatywy wiernych Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w R.P. celem kultywowania czystości i prostoty wykładni Słowa Bożego zawartej w Księgach Symbolicznych a także rozbudzenia zachwytu nad starochrześcijańskimi korzeniami naszej liturgii, która wraz z sakramentem Wieczerzy Pańskiej, stanowi centrum religijnego życia Chrześcijan wyznania Ewangelicko - Augsburskiego.